Idę przed siebie... Zostawiam przeszłość daleko, jak najdalej... Samotność towarzyszy mi od kilku lat, przestaję wierzyć, że ktokolwiek mnie zaakceptuje... Oczywiście, próbowałam dołączyć do jakiejś watahy, a jakże! Tylko kto zechce takie dziwadło na swoim terytorium. Błękitne, dziwne znaki na moim ciele, które i tak by po chwili znikły, wystarczająco zniechęcają innych... Gdyby poznali jeszcze mój największy sekret... Nie, tak się nie stanie, nie dopuszczę do tego. Właśnie poszukuję ostatniej watahy, do której spróbuję dołączyć. Dalej nie będę próbować... bo po co? W oddali widzę jaskinię. To chyba to miejsce. Przed wejściem stoi jakiś wilk... chyba basior. Jego sierść jest w odcieniach szarości i czerni. To raczej Alpa watahy. Idę dalej wolnym krokiem, po co się spieszyć? Widzę go coraz dokładniej... On nie ma dziwnych znaków, jakie ja mam. A jego oczy... Jak Słońce na błękitnym niebie, niemal jak... Nie, to nie czas na wspomnienia, JEGO nikt i nic nie zastąpi... Żaden basior. Idę dalej, prosto przed siebie. Chyba mnie zauważył. Przybiera pozycję obronną... chyba myśli, że jestem wrogo nastawiona, w końcu wyglądam niemal jak Chaos... Kolejne wspomnienia... Moi bracia... ON... Idę coraz wolniej, mam wrażenie, jakby życie ze mnie uchodziło. Chwieję się... Basior robi krok w tył zdziwiony, po czym zaczyna powoli podchodzić... Staję w miejscu, nie mam siły dalej iść. Najprawdopodobniej Alpha zaczyna mnie okrążać. Widzę ją coraz mniej wyraźnie... Wreszcie podchodzi do mnie... Coś do mnie mówi... Nic nie słyszę... Znowu wspomnienia... Im bardziej od nich uciekam, tym bardziej powracają... Ich oczy... JEGO oczy... Wciąż mnie prześladują... Przed oczami mija mi kolejny fragment życia... Słowa przez niego wypowiedziane odbijają mi się w głowie... "Dokąd tak biegniesz, przecież wiesz, że przed sobą nie uciekniesz"... Wtedy nastała ciemność i pustka. Nic.
<Demon?>
sobota, 18 kwietnia 2015
Od Naokiego
Mija właśnie czwarty tydzień, odkąd podróżuje bez celu. Włóczę się tak przez ponure lasy, rwące rzeki i zimne góry. Szedłem, i ignorowałem otaczającą mnie przyrodę. Skupiłem się na drodze. Pełne skupienie, na znalezienie jakiejś kryjówki, lub jaskini. Niedaleko zobaczyłem jaskinie, a obok polane. Pomyślałam, że to właśnie tutaj. Pobiegłem w jej kierunku. Było w niej zimno, i ciemno. To zupełnie miejsce dla mnie. Usiadłem zadowolony, że nareszcie będę mógł odpocząć. Leżałem tak przez długi czas, poczułem głód. Moja niska poczytalność, dawała także znaki. Wstałem więc. Wyszedłem z jaskini i pobiegłem na polane. Nic jednak nie znalazłem. Zrezygnowany i zły, wróciłem do jaskini. Przez cały czas miałem uczucie, że ktoś mnie śledzi. Opuściłem głowę, ale nadal byłem czujny. Ktoś stał za mną. Podniosłem i odwróciłem się..
-Co ode mnie chcesz ?- Zapytałem spokojnie, mimo, że czułem złość.
- Może przystąpisz do watahy?- Zapytał alfa.
Zastanowiłem się chwilę. Samotne życie, czy stado? Zastanowiłem się chwile.
-Tak, dołączę do watahy. – powiedziałem. Wilk spojrzał na mnie, i nic nie odpowiedział. Po krótkiej chwili zapytał mnie;
-Jak się zwierz?
-Nazywam się Naoki. –powiedziałem, i udałem się za alfą.
-Co ode mnie chcesz ?- Zapytałem spokojnie, mimo, że czułem złość.
- Może przystąpisz do watahy?- Zapytał alfa.
Zastanowiłem się chwilę. Samotne życie, czy stado? Zastanowiłem się chwile.
-Tak, dołączę do watahy. – powiedziałem. Wilk spojrzał na mnie, i nic nie odpowiedział. Po krótkiej chwili zapytał mnie;
-Jak się zwierz?
-Nazywam się Naoki. –powiedziałem, i udałem się za alfą.
Od Flynna-Dar przekonywania
Od śmierci Desmonda minął rok. Wszyscy się porozchodzili.. Arashi, Greg, Lexi, Adrianna... Ja, Nita, Sara, Alice i Greg wróciliśmy do dawnej watahy. Demon stał się zupełnie innym wilkiem. Wszyscy obserwowaliśmy jego zachowanie nie mogąc uwierzyć, że to on. Dawniej zabawiał szczeniaki i żartował ze wszystkiego, teraz stał się ponury i wyniosły. Kilka dni temu wrócił z watahy wojny, a ja wpadłem na pomysł.
-Hej Demon- powiedziałem jak zwykle wesoło, a on tylko obrzucił mnie chłodnym spojrzeniem.
-Witam.
-Wiesz co? Wędrowałem ostatnio po górach i znalazłem całkiem ciekawe miejsce. Może byśmy się tam wybrali?
-Nie widzę potrzeby.
-Bez dyskusji idziesz ze mną.
Siłą zaciągnąłem go na Burzystą Łąkę. Trawa była pożółkła, a niebo przesłaniały chmury.
-Pamiętasz to miejsce?
-Ciężko nie. Po kiego diabła mnie tu przyprowadziłeś?
-Demon spróbuj jeszcze raz z Watahą Diamenowego Serca. Proszę Cię. To był dom wielu wilków. Pozwól im tu wrócić.
<Dem?>
-Hej Demon- powiedziałem jak zwykle wesoło, a on tylko obrzucił mnie chłodnym spojrzeniem.
-Witam.
-Wiesz co? Wędrowałem ostatnio po górach i znalazłem całkiem ciekawe miejsce. Może byśmy się tam wybrali?
-Nie widzę potrzeby.
-Bez dyskusji idziesz ze mną.
Siłą zaciągnąłem go na Burzystą Łąkę. Trawa była pożółkła, a niebo przesłaniały chmury.
-Pamiętasz to miejsce?
-Ciężko nie. Po kiego diabła mnie tu przyprowadziłeś?
-Demon spróbuj jeszcze raz z Watahą Diamenowego Serca. Proszę Cię. To był dom wielu wilków. Pozwól im tu wrócić.
<Dem?>
Ogłoszenie!
Ankieta wskazała, że jesteście wciąż zainteresowani naszą watahą. W takim razie zaczynamy po raz trzeci.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Do członków!
Została stworzona ankieta czy zamknąć WDS. Proszę o głosy, a na razie zostaje zawieszona.
sobota, 8 listopada 2014
Od Megi cd historii Demona (Wataha Ati Murni
- Nie trzeba było – warknęła w jego stronę nabuzowana Neh.
Stanęła w geście obronnym między Aisu i Suphaph a Demonem. Basios skrzywił się.
- Nikt nie chciał źle – parsknął – zaszło nieporozumienie.
Czarna wadera wydała z siebie gardłowy pomruk.
- Nieważne. Aisu, Suphaph, wracamy – powiedziała stanowczo.
Uzdrowicielka z Ati Murni obróciła się panicznie i rozglądnęła się.
- Nie możemy ich tak zostawić! Była bitwa, ale teraz trzeba opatrzyć rannych!
- Suphaph, nie stawiaj oporu – warknęła groźnie Neharika.
Między nie wszedł Aisu.
- Nehariko, uspokój się. Jesteś zdenerwowana.
Czarna wadera popatrzyła na wilczka. Nie był już taki mały. Niedługo stanie u progu dorosłości. Głodzono go, więc był przy kości. Jednak wydłużył mu się kończyny i korpus. Był wielkości swojej matki, włosy miał zniszczone i przerzedzone, futro nikłe. Ale w oczach były wciąż te same iskierki, jak te, gdy się urodził. I gdy po raz pierwszy na nią wpadł w lesie. I podczas bitwy, kiedy pomógł Shiru. To były iskierki nadziei, chęci walki a także pokoju. Wadera westchnęła.
- No dobrze. Co robimy?
- Zostanę tu jakiś czas – odparła Suph – umiem leczyć, a oni teraz potrzebują lekarza.
- Jesteś pewna, że dasz sobie radę? – spytał, wtrącając się Demon.
- Nie takie przypadki już miałam! – odparła żywiołowo, nabierając werwy.
- No nie wiem, czy cię z nim zostawimy… - Neharika nadal nie była przekonana.
- Zostawimy – powiedział Aisu.
Neharika dopiero teraz zauważyła jak bardzo zmienił mu się głos.
- Nic jej nie grozi. Wracajmy.
Czarna wilczyca nie odpowiedziała. Podążyła za Aisu. Odwrócili się i odeszli. Nie żegnali się z Suphaph.
Uzdrowicielka popatrzyła po twarzach. Nie spoglądano na nią przyjaźnie. Nie było się co dziwić, wadera z jej watahy właśnie pobiła inną watahę. Wśród wrogich oczu, była tylko jedna para oczu spoglądająca przyjaźnie.
- Co mam zrobić? – spytała, patrząc w żółte oczy nowego alfy watahy Diamentowego Serca.
<Ktoś, Demon?>
Stanęła w geście obronnym między Aisu i Suphaph a Demonem. Basios skrzywił się.
- Nikt nie chciał źle – parsknął – zaszło nieporozumienie.
Czarna wadera wydała z siebie gardłowy pomruk.
- Nieważne. Aisu, Suphaph, wracamy – powiedziała stanowczo.
Uzdrowicielka z Ati Murni obróciła się panicznie i rozglądnęła się.
- Nie możemy ich tak zostawić! Była bitwa, ale teraz trzeba opatrzyć rannych!
- Suphaph, nie stawiaj oporu – warknęła groźnie Neharika.
Między nie wszedł Aisu.
- Nehariko, uspokój się. Jesteś zdenerwowana.
Czarna wadera popatrzyła na wilczka. Nie był już taki mały. Niedługo stanie u progu dorosłości. Głodzono go, więc był przy kości. Jednak wydłużył mu się kończyny i korpus. Był wielkości swojej matki, włosy miał zniszczone i przerzedzone, futro nikłe. Ale w oczach były wciąż te same iskierki, jak te, gdy się urodził. I gdy po raz pierwszy na nią wpadł w lesie. I podczas bitwy, kiedy pomógł Shiru. To były iskierki nadziei, chęci walki a także pokoju. Wadera westchnęła.
- No dobrze. Co robimy?
- Zostanę tu jakiś czas – odparła Suph – umiem leczyć, a oni teraz potrzebują lekarza.
- Jesteś pewna, że dasz sobie radę? – spytał, wtrącając się Demon.
- Nie takie przypadki już miałam! – odparła żywiołowo, nabierając werwy.
- No nie wiem, czy cię z nim zostawimy… - Neharika nadal nie była przekonana.
- Zostawimy – powiedział Aisu.
Neharika dopiero teraz zauważyła jak bardzo zmienił mu się głos.
- Nic jej nie grozi. Wracajmy.
Czarna wilczyca nie odpowiedziała. Podążyła za Aisu. Odwrócili się i odeszli. Nie żegnali się z Suphaph.
Uzdrowicielka popatrzyła po twarzach. Nie spoglądano na nią przyjaźnie. Nie było się co dziwić, wadera z jej watahy właśnie pobiła inną watahę. Wśród wrogich oczu, była tylko jedna para oczu spoglądająca przyjaźnie.
- Co mam zrobić? – spytała, patrząc w żółte oczy nowego alfy watahy Diamentowego Serca.
<Ktoś, Demon?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)